Perimenopauza
Nie taki diabeł straszny. Jak przetrwać ten czas z mocą?
No witajcie, moi drodzy!
Dzisiaj przychodzę do Was z tematem, nad którym siedziałam bardzo długo. Chciałam zebrać wszystkie informacje w fajną, przejrzystą pigułkę, z której wyniesiecie coś naprawdę sensownego. Porozmawiajmy o perimenopauzie – tym okresie, który poprzedza właściwą menopauzę i – według niektórych badań – może zacząć się już w okolicach 30. urodzin!
Statystycznie Polki wchodzą w menopauzę około 52. roku życia, ale granica ta mocno się przesuwa, a zmiany dają o sobie znać znacznie wcześniej.
Dlaczego o tym mówię? (Przełamujemy tabu!)
Wciąż żyjemy w przekonaniu, że to temat tabu, o którym mówi się przez zęby: "Pani się po prostu starzeje, taka pani uroda". Kiedy ostatnio poprosiłam lekarza o badania hormonów, usłyszałam: "Pani ma dopiero 44 lata, jest pani za młoda". Znacie to? Jeśli tak – uciekajcie z takiego gabinetu i szukajcie kogoś, kto podejdzie do Was poważnie! Podstawą są badania estrogenu i progesteronu, a nie machnięcie ręką.
Pomysł na ten tekst wziął się stąd, że sama przez to przechodzę. Moje ciało wysyłało sygnały, które z czasem zaczęłam układać w całość:
-
Pogorszenie wzroku – kilka miesięcy po 40. urodzinach zrobiłam pierwsze okulary, bo czcionka w telefonie zaczęła mi się rozmazywać.
-
Nocne poty – budziłam się w środku nocy zlana potem, początkowo myśląc, że to zwykłe przeziębienie.
-
Mgła mózgowa (mój absolutny hit!) – wychodzenie z psem bez smyczy, chowanie mąki do lodówki czy zapominanie o wizytach u lekarza. Bez kalendarza i karteczek ani rusz!
Skąd pomysł na ten temat?
Może zacznę od tego, skąd w ogóle pomysł na tę stronę i na tę tematykę, bo temat nie jest dość popularny. Niestety, niewiele mówi się o tym okresie i w dalszym ciągu żyjemy w takim przekonaniu, że okres menopauzy, perimenopauzy czy postmenopauzy (czyli tym okresie, który następuje później) jest takim trochę tematem tabu, o którym się wiele nie mówi. Bo no co tu można więcej powiedzieć? Kobieta ma jakieś tam objawy, najsłynniejsze z nich to oczywiście te uderzenia gorąca, jakaś mgła mózgowa i tak dalej, ale nic konkretnego za tym nie idzie. Cały czas istnieje bowiem przekonanie, że po prostu starzeje się pani, robi się stara, przekwita – bo i takie pojęcia też się pojawiają – i po prostu „taka pani uroda”. O, bo to też często słyszy się gdzieś tam w gabinetach lekarskich.
Powiem wam szczerze, że sama, kiedy ostatnio byłam u ginekologa i poprosiłam lekarza o to, żeby pokierował mnie na badania odnośnie hormonów, żeby sprawdzić, co się dzieje i tak dalej, popatrzył na moją kartę i mówi: „Pani ma dopiero 44 lata, jest jeszcze pani za młoda”. I tyle zostało z moich badań i diagnozowania tego przez fachowców oraz laboratoria, czy coś tutaj z tymi hormonami faktycznie się dzieje. No bo badania są takim podstawowym elementem do stwierdzenia, czy estrogen i progesteron faktycznie zaczynają już zmieniać swoje parametry, gdyż to są kluczowe badania, które powinno się wykonać, żeby zobaczyć, jak te hormony się zmieniają. Mogę je sobie w tej chwili zrobić albo prywatnie, albo zmienić lekarza, który będzie miał zupełnie inne podejście do pacjentki. Jeżeli słyszymy w gabinecie lekarskim, że jest pani za młoda, że taka pani uroda albo że kobiety tak mają – no to uciekamy z takiego gabinetu i szukamy kogoś zupełnie innego!
No dobra, to żeby nie było chaotycznie, zacznę od początku, od czego się to wszystko zaczęło, bo zrobiłam wstęp, a myśli nie dokończyłam. Sam pomysł na pisanie o perimenopauzie wziął się oczywiście z tego, że sama doświadczam w tej chwili tego okresu i wiem, że ten czas menopauzy jest już chyba niedaleki, bo objawy i sygnały, które mój organizm oraz ciało wysyłają, ewidentnie wskazują na to, że coś się zaczyna dziać. Dzięki Bogu na razie nie są to objawy aż tak uciążliwe, żebym musiała powiedzieć, że całkowicie rujnują moje życie, zmieniły je totalnie i wyłączyły z normalnego, codziennego funkcjonowania. Pomysł chodził mi po głowie już dość długo i w końcu postanowiłam go zrealizować w takiej formie. Pomysłów było mnóstwo, ale wydaje mi się, że słowo pisane, które zostaje na stronie, do którego można sobie wrócić, poczytać je i zapisać, to dość dobra forma – stąd właśnie taki wybór.
Chciałam przełożyć te wszystkie zmiany i wiedzę o jedzeniu na stronę internetową, żeby mogły się tu znaleźć kompletne elementy: począwszy od wiedzy, przez fajne przepisy, różnego rodzaju porady, po suplementację i pielęgnację. Zależy mi, abyście mogli o tym poczytać i zobaczyć, czy wyciągniecie coś dla siebie z tego, co sama w swoim życiu praktykuję, co wdrożyłam i co pozwala mi jakoś sprawnie funkcjonować. Także zapraszam was do lektury!
Niektóre fakty są poparte wynikami badań publikowanymi w internecie na temat różnego rodzaju zjawisk, natomiast pozostała wiedza odnośnie żywienia, makroskładników i tworzenia przepisów opiera się na moich własnych poszukiwaniach. Jestem w trakcie szkolenia dietetycznego, ponieważ chcę zostać dyplomowanym dietetykiem, a to, o czym mówię, wiąże się z moimi zainteresowaniami, pasją i tym, co bardzo mocno mnie angażuje. To mnie motywuje do codziennego wstawania, tworzenia nowych treści i czerpania wiedzy, skąd tylko mogę.
Moje pierwsze sygnały
Pozwolę sobie w związku z tym na takie osobiste wyznanie i podzielenie się tym, od czego u mnie się zaczęło to wszystko i jakie były pierwsze sygnały.
Myślę, że tym pierwszym objawem, który dał się jakoś poznać – chociaż nie wiązałam wtedy tego w ogóle jeszcze z okresem perimenopauzy – było pogorszenie wzroku. Mówi się, że po czterdziestce wszystko w zdrowiu leci i nie wiem, czy wzięłam sobie to mocno do serca, czy tak się po prostu faktycznie wydarzyło, że kilka miesięcy po tych 40. urodzinach zrobiłam pierwsze w życiu okulary. Może z czytaniem na komputerze jakoś nie było źle, natomiast zauważyłam ogromne zmiany, czytając ekran swojego telefonu. Czcionka wydawała mi się za mała, potem zaczęło się wszystko rozmazywać, mieszać. Ja tę czcionkę powiększałam. No i oczywiście, no, może na chwilę jest to jakieś rozwiązanie, ale nie na dłuższą metę, bo było to po prostu uciążliwe. No i tak, wtedy zrobiłam swoje pierwsze okulary, ale tak jak mówię, nie wiązałam tego jeszcze z tym okresem, w którym teraz jestem.
Kolejna rzecz, która zaczęła mi się sporadycznie, ale jednak przytrafiać, to te nocne poty, takie osławione, faktycznie przeżywne uczucie. Powiem szczerze, że początkowo zawsze myślałam, że związane jest to z jakimś pogorszeniem mojego stanu zdrowia, przeziębieniem czy złapaniem jakiejś bakterii. Zawsze myślałam, że po prostu coś mnie rozkłada, i sprawdzałam wtedy temperaturę – takie podstawowe rzeczy, które się robi w momencie, gdzieś tam, gdzie pojawia się przeziębienie. No ale nic tu nie wykazywało, więc ta zmiana piżamy w nocy, przebranie się i odświeżenie pomagało. Były to jednak objawy bardzo nieprzyjemne, bo wybudzasz się nagle w nocy, jesteś cała zlana potem i w ogóle nie wiesz, o co chodzi i co się dzieje dookoła. Często jest środek nocy, jesteś wyrwana ze snu i po prostu budzisz się w takim stanie, który woła o pomstę do nieba. I to był taki drugi sygnał, który można wiązać, wczytując się głębiej w okres perimenopauzy.
A trzecie – u mnie to jest po prostu hardcore. Jak nie dokuczają mi uderzenia gorąca i cała reszta objawów, o których zaraz opowiem, to mgła mózgowa – przechodzę samą siebie. Nie ma możliwości, żebym o czymś pamiętała, i bez zapisywania na karteczkach dookoła w ogóle nie ma opcji, żebym gdzieś to przyswoiła i wychodząc z domu czy nawet za pięć minut o tym pamiętała. Tak, zdarza mi się wychodzić z psem bez smyczy, a na zakupy ze smyczą. Ciekawa jestem, kiedy wyjdę na spacer z psem bez psa, bo myślę, że to mnie też czeka. Chowanie rzeczy w niewłaściwe miejsca, szukanie potem... chowanie mąki do lodówki – tego typu historie po prostu są nagminne.
Szczęśliwie mój kochany mąż już się do tego przyzwyczaił i wierzę, że tak po prostu jest. Czasami, jak mówi do mnie coś ważnego, to rzuca: „Weź kartkę i sobie zapisz”. To faktycznie funkcjonuje, chociaż zdarza mi się zrobić sobie listę zakupów na kartce, żeby o czymś pamiętać, i jej po prostu nie zabrać do sklepu, bo zapominam zrobić jej zdjęcia, a nie zawsze chce mi się klepać to w telefonie. Chociaż ten sposób z telefonem i tak wydaje mi się najlepszy – telefon mam zazwyczaj przy sobie, jeszcze nie zdarzyło mi się go zapomnieć, choć myślę, że wszystko przede mną!
Więc mgła mózgowa to jest absolutnie mój hit, z którym próbuję sobie poradzić. Czasami są to śmieszne sytuacje, takie sytuacyjne, ale zdarza się też zapomnieć o bardzo poważnych rzeczach i to już wtedy nie jest takie fajne. Najczęściej są to jakieś wizyty u lekarza, więc odpaliłam kalendarz, bo bez tego też po prostu nie da rady. To jest objaw, który najbardziej daje mi się we znaki i powiem szczerze, że z całej listy objawów perimenopauzy, która krąży po internecie, jeżeli zostanę przy tym i nie będą mi dokuczać inne rzeczy, będę bardzo szczęśliwa. Bo to jest coś, z czym można sobie poradzić – najważniejsze, żeby się po prostu nie załamywać. Jesteśmy teraz w takim stanie, jakim jesteśmy: trzeba przyjąć to wszystko, jak to się mówi, po męsku na klatę i spróbować się z tym zmierzyć!
Przegląd objawów perimenopauzy
Okej, to teraz chciałabym przejść do listy objawów, które towarzyszą temu okresowi, bo wspomniałam o trzech takich dla mnie najistotniejszych, ale tych sygnałów świadczących o tym, że znajdujemy się w takim okresie, jest o wiele więcej, więc tutaj pokrótce postaram się je wypunktować.
No to słuchajcie, z tych najbardziej popularnych, nazwijmy to tak, objawów perimenopauzy mamy:
-
Wspomniane wcześniej przeze mnie uderzenia gorąca i pocenie się w ciągu dnia oraz nocy (mnie zdarzało się w nocy, natomiast no te uderzenia gorąca faktycznie zdarzyło mi się kilka razy, ale były to tak sporadyczne historie, że widzicie, nawet ich tutaj nie przytoczyłam, bo nie były jakoś dla mnie istotne).
-
Trudności z zasypianiem, częste budzenie się w nocy.
-
Bóle głowy, uczucie ciągłego zmęczenia, brak energii.
-
Skłonność do płaczu.
-
Swędzenie ciała – i to jest faktycznie, teraz jak o tym mówię, objaw, który mnie bardzo dotyczył, bo swędziały mnie faktycznie ręce, nogi, całe ciało. Początkowo też myślałam, że to może być forma jakiegoś uczulenia na jakiś składnik jedzenia ewentualnie leki, ale nie. Faktycznie ciało swędziało mnie wszędzie i nie wiedziałam, z czego to absolutnie się bierze. Mega uciążliwe i tak, faktycznie takich objawów doświadczałam.
-
Uczucie mrowienia w różnych częściach ciała.
-
Wzdęcia – to bardzo często towarzyszy kobietom w okresie perimenopauzy i menopauzy. Wynika to nawet niekoniecznie z jakiegoś niewłaściwego jedzenia, ale sposobu trawienia przez jelita (o tym też szerzej sobie opowiemy).
-
Zmiana zapachu ciała.
-
Bolące, wrażliwe piersi – czyli jak gdyby cały czas jesteśmy w takim momencie, jakbyśmy były przed miesiączką. Te piersi są obrzmiałe, bolące, ale jak gdyby nie są związane stricte z menstruacją, która ma tam za kilka dni nastąpić, bo najczęściej takie bolenie gdzieś tam jest na kilka dni przed, a tutaj chodzi o takie ciągłe uczucie bólu, bólu piersi.
-
Osłabienie i wypadanie włosów (ciężko mi powiedzieć, czy to mnie dotyczy, bo to akurat jest problem, który mam od wielu, wielu lat i on jest związany zupełnie z innymi rzeczami, być może, że to się faktycznie nasila teraz w tym okresie, no ale tutaj w grę wchodzi odpowiednia pielęgnacja skóry głowy i o tym też będę opowiadać).
-
Bóle stawów – tak jakbyśmy miały wrażenie, że mamy jakiś reumatyzm.
-
Wszystkie takie objawy psychosomatyczne jak ataki paniki, złość, gniew, nadmierna ekscytacja, agresja, jakieś palpitacje serca.
-
Częste oddawanie moczu w nocy (początkowo w ogóle nie zwracałam na to uwagi, bo zrzucałam to na to, że zaczęłam pić regularnie wodę i że za późno wypijałam tę ostatnią porcję. Czy tak jest? Nie wiem, w tej chwili staram się tego pilnować, ten problem bardzo mocno mnie nie dotyczy, ale zdarzają się noce, kiedy te dwa, trzy razy wstaję).
-
Kolejny objaw, słuchajcie, który w dalszym ciągu jest uznawany za temat tabu – suchość w strefie intymnej oraz brak ochoty na seks. Wszystko się ze sobą łączy, tak? Kiedy stosunek zaczyna sprawiać ból, staje się nieprzyjemny, jak gdyby wiąże się to z tym, że staramy się unikać takich zbliżeń. Natomiast warto o tym mówić, ponieważ na rynku aktualnie znajduje się tak niezliczona ilość preparatów, które mogą to życie intymne uprzyjemnić, zniwelować te wszystkie objawy, że naprawdę warto się tym zainteresować i nie mówić o tym w kontekście, że tylko i wyłącznie współżycie jest do 40. roku życia, a potem to już wszystko mija. Absolutnie nie i naprawdę tutaj wiele w temacie można zrobić! Zapraszam was do internetu, do jakichś sprawdzonych źródeł odnośnie tego. Wiem na pewno, że bardzo bogatą ofertę różnego rodzaju olejków do higieny intymnej ma marka Yope, dostępna w Rossmannie, którą warto się faktycznie zainteresować, bo oni mają duży wybór takich różnych rzeczy. Nie wiem, nie kupowałam, ale widzę, przeglądając czasami oferty, że takie rzeczy są, więc może warto na to zwrócić uwagę.
-
Poczucie, że nie jesteś sobą – czyli wydaje ci się, że ty sobie tutaj jesteś, a obok stoi ktoś zupełnie inny, który albo podpowiada ci jakieś niestworzone rzeczy obok, albo patrzy na ciebie, puka się w głowę i zastanawia się, co robisz. I tak samo możesz myśleć, że mówisz o czymś, a zupełnie nie masz pojęcia o czym. No to jest ciekawy stan, w którym czasami myślę, że się znalazłam. Muszę się temu poprzyglądać, staram się mimo wszystko jakoś twardo stąpać po ziemi i wiedzieć, o czym rozmawiam z drugą osobą, no ale jest to spowodowane zmianami i mogą takie rzeczy się faktycznie zdarzać.
-
I jedne z ostatnich rzeczy to wiadomo – miesiączkowanie: bardziej, mniej obfite, rzadziej, częściej, cykl się rozchodzi we wszystkie strony, krócej, dłużej, także na to należy zwracać uwagę. Jeżeli tutaj zaczynają się gdzieś jakieś zmiany, no to warto by było najpierw skonsultować się z lekarzem – może traficie na takiego, który pokieruje was na dalszą diagnostykę i pozwoli sprawdzić, co tak naprawdę się dzieje. Ale trzeba się obserwować, tak? Jeżeli tutaj zaczynają się jakieś zmiany, to może być to już sygnał taki, że wkraczamy w ten okres przygotowujący nas do wyciszenia pracy hormonów odpowiedzialnych za miesiączkę.
No i co? Tych objawów jeszcze, tak jak mówię, znajdziemy bardzo wiele. Myślę, że można sobie tutaj wiele tych objawów przypisać, z wieloma się utożsamić.
6 Filarów, które pomagają mi przetrwać
1. Jedzenie jako podstawa
Pierwsza kwestia kluczowa dla mnie jako, mam nadzieję, przyszłego dietetyka kiedyś tam, to jest jedzenie. Nie mówię tutaj o hormonach, bo one jak gdyby są odrębną jednostką i robią swoje w organizmie. Natomiast to, co dostarczamy jak gdyby z zewnątrz do swojego organizmu, jest niezwykle istotne, ponieważ 60% według badań – nawet już ponad 60% – różnych rodzajów zachorowań na nowotwory i inne choroby przewlekłe bierze się z niewłaściwej pracy naszych jelit. Czyli jeżeli nasz mikrobiom jest zaburzony, dostarczamy do niego niewłaściwe produkty, to komórki zaczynają wchodzić w taki stan, jak gdyby psucia się, nie odżywiania, tylko niszczenia, co powoduje w konsekwencji różnego rodzaju choroby i stany zapalne, które prowadzą w konsekwencji do bardzo poważnych, również tych nowotworowych. W tej chwili nawet gdzieś czytałam w jakimś ostatnim artykule, że zespół policystycznych jajników to jest również objaw nieprawidłowej pracy jelit. Nie mam zdania na ten temat, bo chorobami układu rodnego się nie zajmuję i nie zgłębiam, ale chodzi generalnie o to, że te jelita są szalenie ważne, trzeba na nie zwracać uwagę, zwłaszcza właśnie w tym okresie, kiedy ta gospodarka hormonalna wariuje i dzieją się w organizmie różne rzeczy.
Więc dla mnie dieta jest podstawą. Zwracam uwagę na to, co jem, na to, jakie makroskładniki dostarczam, ale również właśnie jakie składniki odżywczne mogą spowodować, że, nie wiem, będę dbała od środka o swoją skórę, paznokcie, o to, żeby dobrze, promiennie wyglądać. Zmarszczki to już swoją drogą, bo tego już pewnie nic nie cofniemy – to jest utrata czasu, kolagenu, pomimo tego, że ten kolagen suplementuję, no to jednak zmiany są i nie da się tego wycofać. Medycyna estetyczna? Nigdy nie mówiłam nie, natomiast mając w tej chwili 44 lata, absolutnie nie zdecyduję się na wstrzykiwanie sobie kwasu hialuronowego, bo uważam, że stracę absolutnie swoje rysy i swoją tożsamość. Także takie zabiegi u mnie nie wchodzą w grę. Nie lubię też pojęcia „starzeć się z godnością” – bo co to właściwie znaczy? Po prostu będziemy się starzeć i to jest naturalny efekt jak gdyby biologii i przemijającego czasu. Chodzi mi o to, żeby zadbać o siebie na tyle i dostarczyć takich składników aktywnych od środka, żeby te wszystkie procesy, które dzieją się i są związane, nie wiem, z produkcją kolagenu, z redukcją zmarszczek, działały przede wszystkim od środka. To, co dostarczamy na zewnątrz, to jest jedno, natomiast to, co dostarczamy przez nasz żołądek, jest dla mnie kluczowe.
2. Nawodnienie i napoje wspomagające
Drugi filar, no to nawodnienie. Pijemy wodę, pijemy zieloną herbatę, pijemy matchę, pijemy herbatki ziołowe, które wspierają nas w tym okresie i procesie. Na pewno pomocna będzie dla nas morwa biała, na pewno dziki pochrzyn – w ogóle nieznana, że tak powiem, w większości osób herbata ziołowa, która ma niesamowite właściwości hamujące właśnie procesy perimenopauzalne, przede wszystkim te uderzenia gorąca, bo pomaga tutaj termoregulować się jak gdyby naszemu organizmowi, a zaburzona termoregulacja powoduje właśnie te wyrzuty gorąca. Więc dziki pochrzyn jak najbardziej! Dodatkowo, żeby wspierać jak gdyby swoje naturalne piękno – pokrzywa, skrzyp polny, to takie rzeczy, które działają dobrze na włosy i paznokcie. Owszem, jest masa suplementów, które możemy sobie łyknąć i dostarczyć tych rzeczy od środka, natomiast przy okazji nawodnienia wypicie takiej herbatki może przynieść dużo dobrego. Jednak to świeże ziele to świeże ziele – jakkolwiek to brzmi, tabletka zawsze ma jakieś substancje pomocnicze, więc no może aż tak nie szalejmy, tym bardziej że lista suplementów, o której też zrobię osobny artykuł, jest dość długa, więc no też, żebyśmy sobie znowuż nie rozwalili tego żołądka, przyjmując tylko i wyłącznie jakieś żelowe kapsułki, w których są jakieś magiczne składniki. Nie dajmy się zwariować – tam, gdzie możemy być w naturze, to bądźmy, a to, co jak gdyby jest syntetycznym wytworem i materiałem, który ma wejść w jakąś reakcję przez wewnątrz organizmu z innymi komórkami, no to jest drugie, ale to jest szerszy temat, nie będę się mocno o nim wypowiadać, bo nie zgłębiam jak gdyby wiedzy w tej dziedzinie, więc nie będę tutaj rozsiewać jakichś nieprawdziwych informacji, tak? Ewentualnie poszukajmy w internecie szerszych informacji.
Dwie rzeczy, jeżeli chodzi o napoje, praktykuję od dłuższego czasu (do jednej powróciłam):
-
Pierwsza to jest rano ta osławiona woda z cytryną, którą ja wzbogacam jeszcze dodatkowo suszoną kurkumą, suszonym imbirem i szczyptą pieprzu. Taka mieszanka, szczęśliwie wypita rano, kurkuma jako ten środek przeciwzapalny pozwala mi unikać wielu takich naprawdę poważnych chorób, działa bardzo przeciwzapalnie i cudownie wspiera jak gdyby nasz organizm.
-
Rzecz druga – to do której wróciłam, bo zrobiłam sobie przerwę, ale wynikało to z tego, że po prostu spaliłam już cztery szybkoobrotowe blendery do robienia koktajli i jestem w tej chwili na piątym (wydaje mi się, że jego silnik zaczyna już troszeczkę szwankować, ale jeszcze daję mu szansę i na razie działa). To jest mój zielony koktajl, o którym zrobię osobny materiał.
- Rzecz trzecia - codziennie rano o 9 macha
3. Sen
Filar trzeci, słuchajcie – niedoceniany absolutnie – to sen. Spokojny, zdrowy sen w wywietrzonej sypialni, bez niebieskiego światła przed pójściem spać, po fajnym jakimś relaksie typu książka, kąpiel, pielęgnacja. Starajmy się naprawdę odkładać te telefony przed pójściem spać na godzinę, półtorej, odcinajmy się zupełnie od świata mediów społecznościowych, od telefonów, od maili i wszystkich innych cudów, które gdzieś tam nas kuszą, tylko naprawdę skupmy się przez ten czas przed pójściem spać na sobie, przemyślmy sobie wiele rzeczy. Popraktykujmy tę wdzięczność, pomyślmy o tym, co dobrego się dzisiaj wydarzyło (tylko od razu uprzedzam: nie myślcie o problemach dnia następnego, bo ten sen na pewno się nie uda!). Skupiajmy się na tym, co dobre, pooddychajmy głęboko, może idźmy na spacer przed pójściem spać. Zostawmy ten telefon z boku, niech bodźce nas nie atakują i dają spokojną głowę przed położeniem się spać. Wypoczęty człowiek, dobrze wyspany w takim zdrowym śnie, naprawdę zupełnie inaczej funkcjonuje niż w trakcie przerywanego snu. Nie mówię o tych wyjściach do toalety, no bo na to nie mamy, że tak powiem, wpływu, ale starajmy się to zrobić szybko i pójść spać dalej. Dobry sen, nawet sześcio-, siedmiogodzinny, ale taki naprawdę zdrowy, nieprzerwany, da nam zupełnie lepsze efekty niż spanie ośmiu godzin z kilkoma pobudkami, bo coś po prostu nas rozprasza, wybudza i tak dalej. Więc sen to jest też kluczowy i – tak jak wspomniałam – niedoceniany obszar do tego, żeby dobrze i zdrowo się czuć.
4. Pielęgnacja zewnętrzna
Obszar czwarty, słuchajcie, no to będzie pielęgnacja ta zewnętrzna. Tutaj będziemy zauważać bardzo mocno, że ciało zaczyna się zmieniać, bo będą pojawiały się zmarszczki, gdzieniegdzie skóra może zacząć wiotczeć, gdzieś się rozszerzać, może pojawią się rozstępy, większy cellulit i tak dalej, będą wypadać włosy – no wszystko, co najgorsze. W związku z tym ta pielęgnacja też tutaj będzie istotnym elementem, żeby po prostu mieć takie poczucie, że robię coś dla siebie i dobrze się czuję, tak? Rano po tym wszystkim się umaluję, pójdę do pracy i uśmiechnę się do siebie w lusterku, że wyglądam fantastycznie.
Więc ja wdrożyłam już też jakiś czas temu taki plan kompleksowej, takiej dla mnie najlepszej pielęgnacji. Też opowiem o tym szerzej.
5. Przemyślana suplementacja
Piąty filar to jest suplementacja. Temat suplementów w naszym kraju jest niezwykle szeroki i bogaty. Na skalę europejską, jesteśmy narodem, który przyjmuje najwięcej suplementów i chyba jedynym w Europie, który ma takie ilości reklam suplementów w telewizji. Rynek farmaceutyczny jest bardzo bogaty - chyba z połowa reklam dotyczy różnego rodzaju suplementów, tabletek, syropków, leków przeciwbólowych, nie wiem, na pracę jelit, preparatów i tak dalej.
Ale to nie zmienia faktu, że niektóre rzeczy warto suplementować. Nie mówię już o podstawowej witaminie D, chociaż przy tych upałach i ilości słońca i gorąca, które się ostatnio dzieje, ta witamina D pewnie gdzieś tam naturalnie się tworzy, no ale szkodzi nam w związku z tym promieniowanie słoneczne. Więc jest taka grupa suplementów, którą ja przyjmuję i zanim zaczęłam je stosować, poczytałam, posłuchałam opinii w internecie lekarzy, a nie osób, które dostają za to kasę i reklamują to na jakiś dziwnych kanałach. Zanim zaczęłam je stosować, to zasięgnęłam szerszych informacji i zgłębiłam temat, dlaczego te, a nie inne składniki mają w moim organizmie dobrze zadziałać i na co ewentualnie pomóc – może nawet nie pomóc, ale które procesy wesprzeć tak od środka, żeby to wszystko, cały ten nasz organizm, funkcjonowało jak jedna sprawna maszyna.
6. Ruch i aktywność
I filar, który jest równie istotny jak wszystkie pozostałe i chyba powinien być na drugim miejscu w hierarchii ważności tego wszystkiego, no to jest oczywiście ruch. Nie będziemy dobrze funkcjonować, nie będziemy mieć sprawnego ciała, jeżeli nie będziemy się ruszać, zwłaszcza w tym okresie, kiedy zaczynamy tracić masę mięśniową i masę kostną. No bez ruchu po prostu za chwilę skończymy jacyś połamani, powykrzywiani, bez faktycznie codziennej energii.
Ruch to same plusy:
-
przede wszystkim lepsza kondycja, większa siła, sprawniejsze kości przyzwyczajone do ruchu,
-
wyrzut endorfin (zawsze ten ruch powoduje u nas jakieś takie szczęście i lepiej nam się funkcjonuje, możemy się naprawdę fajnie naładować energią),
-
fantastyczne dotlenienie organizmu, praktycznie bez względu na to, jaką aktywność wykonujemy – zupełnie to nasze serduszko inaczej funkcjonuje.
Więc tak, ruch jest szalenie istotny, ważny, a teraz w tym okresie perimenopauzy no mówi się o tym dość dużo, że ten trening siłowy, czyli z wykorzystaniem swoich własnych mięśni, podnoszeniem ciężarków, jest szalenie istotny właśnie, żeby nie stracić tej elastyczności mięśni i żeby mieć cały czas siłę do chodzenia, do noszenia tych siat z zakupami, podnoszenia dzieci, psa i różnych innych gdzieś tam takich około codziennych czynności.
Także ruch zdecydowanie, nawet ten spacer jako niedoceniana forma ruchu naprawdę jest fantastyczna. Ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że mam swojego Leosia, więc ten spacer wieczorny jak gdyby przed snem to jest taki mój rytuał i traktuję go nie jako obowiązek, który jest jak gdyby oczywistą sprawą, ale staram się do tego podejść właśnie jako takie oczyszczenie swojego umysłu po całym dniu, pooddychanie powietrzem – nie mówię świeżym, bo wiemy, jakie jest w naszym mieście – ale pooddychanie powietrzem, skupienie się na zupełnie innych rzeczach niż tych przez cały dzień, czyli wyciszenie organizmu, popatrzenie na naturę, przyrodę, wsłuchanie się czasami w śpiew ptaków, jakaś fajna rozmowa z kimś na ulicy, kto też spaceruje z psem. Tak staram się spędzać wieczór i naprawdę to, że mam tego psa, to dla mnie przywilej, bo mam dodatkowe z tego korzyści. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, ale jeżeli ma, to potraktujcie to wieczorne wyjście jako naprawdę taką formę wyciszenia się przed tym – mam nadzieję – zdrowym snem.
Podsumowanie
Dobrze, moi drodzy, to tyle, co chciałam dzisiaj powiedzieć na temat perimenopauzy. Myślę, że o tym zachodzącym w nas procesie napiszę jeszcze jakiś materiał, bo temat na pewno jest niewyczerpany. Dzisiaj skupiłam się na tym, co robię ja sama ze sobą, żeby tutaj dobrze funkcjonować, może nie na takiej stricte merytoryce, ale chcę wam pokazać, że naprawdę z tym można żyć i to nie jest koniec świata i utrata kobiecości, seksualności i w ogóle wszystkiego, jak się o tym mówi.
To jest fantastyczny czas, który po prostu spróbujmy przejść i pomyśleć o nim zupełnie inaczej niż w taki stereotypowy sposób, o jakim się głośno mówi. Znajdźmy tę chęć do życia! Na pewno każda z nas ma jakiś taki obszar, który sprawia nam przyjemność – idźmy za tym ciosem, żeby dostarczało to nam energii i radości, będzie nam się po prostu zupełnie inaczej funkcjonować. Myślę, że o takich sposobach na dobre funkcjonowanie też opowiem.
No i co, moje drogie? Trzymajcie się! Tak jak mówię, to nie jest koniec świata, tylko początek nowego, lepszego. Tak do tego podchodźcie. Zapraszam was do komentowania – jeżeli chcielibyście, żebym poruszyła jakiś temat dodatkowo, to dajcie też znać, czy poprzez formularz kontaktowy, czy tutaj w komentarzach na stronie. Będzie mi bardzo miło, jeżeli coś ciekawego weźmiecie z tego mojego pisania dla siebie.
No i tyle, moi drodzy, dziękuję wam bardzo za uwagę. Mam nadzieję, że wam się to fajnie i lekko czyta, tak jak mnie się fajnie i lekko pisało. Pozdrawiam was serdecznie!
Dodaj komentarz
Komentarze