Dzień nr 14
Dwa tygodnie w ruchu! Podsumowanie 14 dni, kulinarne eksperymenty i małe wielkie nawyki.
No dzień dobry moi drodzy! Przychodzę do Was z podsumowaniem dnia numer 14 i zarazem całych dwóch tygodni walki o lepszą wersję siebie. Zmiana nawyków to nie sprint, to maraton, ale powiem Wam jedno – te dwa tygodnie minęły mi błyskawicznie, a efekty, które już widzę i czuję, dają mi ogromnego kopniaka do dalszego działania.
Pokonałam kolejnego porannego leniuszka i w niedzielny poranek ruszyłam na biegową trasę. Zrobiłam równe 2 km i bawiłam się rewelacyjnie. Wybrałam nową, nieznaną trasę, żeby wkraść odrobinę świeżości i uniknąć rutyny. Niedzielny poranek, puste ulice, miasto powoli budzące się do życia – coś pięknego! Wróciłam do domu w fantastycznym humorze, pełna endorfin.
Po bieganiu przyszedł czas na mój niedzielny kulinarny rytuał. Choć przez cały tydzień jem śniadania na słodko, niedziela ma swoje niezmienne prawa czyli chrupiące grzanki z chlebka orkiszowego z awokado, jajkiem sadzonym z płynnym żółtkiem, pomidorem i kiełkami. Do tego waniliowy skyr z resztkami moreli i porzeczek, żeby podbić ilość białka. Syci na godziny i nigdy mi się nie nudzi!
Obiad z air fryera: Tutaj poszłam w eksperymenty! Zamarynowałam pierś z kurczaka w świetnej włoskiej passacie pomidorowej z małej buteleczki z kapselkiem z Lidla (ma rewelacyjny skład!). Po kilku godzinach obtoczyłam mięso w parmezanie – bez jajka i bułki tartej! – i upiekłam w air fryerze. Wyszło niesamowicie soczyste, a panierka była po prostu obłędna. Do tego zrobiłam ukochaną mizerię z dodatkiem skyru i jogurtu greckiego oraz szybkie, gotowe ziemniaczki z Lidla czy Biedronki (genialne i szybkie koło ratunkowe dla jednej osoby).
Słodki akcent i wsłuchanie się w ciało: Na deser wleciały małe lody na patyczku Marletto z Biedronki (zjadłam trzy, bo są malutkie!). Ponieważ po tym wszystkim czułam się po prostu przyjemnie najedzona, kolację... świadomie odpuściłam. Żadnego jedzenia na siłę – organizm podziękował mi za ten luz.
SPA, pielęgnacja i logistyka nawodnienia
Niedzielne popołudnie tradycyjnie poświęciłam na domowe SPA. Peeling, maseczka i cały zestaw upiększających rytuałów to mój sprawdzony sposób na relaks i miłe pożegnanie starego oraz powitanie nowego tygodnia.
Z takich twardszych wniosków po dwóch tygodniach:
Szczotkowanie na sucho: Moja buzia i całe ciało uwielbiają poranne traktowanie miękką szczoteczką. Skóra fantastycznie reaguje i przyjmuje kosmetyki.
Świadoma woda: Piję regularnie, chociaż zdarzają się momenty, kiedy celowo odpuszczam szklankę wody przed wyjściem na miasto. Nie ma co ukrywać – logistyka toaletowa w przestrzeni publicznej bywa kluczowa, a komfort psychiczny też jest ważny!
Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że zmiany widać (i czuć!) gołym okiem. Po ubraniach czuję, że brzuszek zaczyna się wciągać, a sylwetka po dwóch tygodniach biegania i ćwiczeń powoli zmienia swój kształt.
Pierwsza połowa wyzwania za mną. Druga, równie ekscytująca, dopiero przede mną. Zobaczmy, co przyniosą kolejne dni!
A jak tam u Was? Czy też macie swoje ulubione niedzielne rytuały i sprawdzone patenty na szybkie obiady z air fryera?
Dodaj komentarz
Komentarze