Podsumowanie moich 30 dni
Nowy rozdział, zdrowe nawyki i świadome dbanie o siebie: Podsumowanie 30 dni wyzwania
Minęło trzydzieści dni intensywnych, pełnych refleksji, małych zwycięstw i momentów, w których trzeba było wykazać się elastycznością. Cały ten proces był relacjonowany na bieżąco, a teraz przyszedł czas na spokojne, kompleksowe podsumowanie. Co udało się wdrożyć na stałe? Co okazało się zbyt trudne i wymaga korekty? Jakie wnioski płyną z tego miesiąca dla ciała i głowy? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Sukcesy, które zostają na stałe
Najłatwiej zacząć od tego, co przyniosło natychmiastowe, widoczne efekty i mocno zakorzeniło się w codziennym harmonogramie. W tej kategorii znalazło się kilka kluczowych elementów:
- Codzienne szczotkowanie ciała: Prosty zabieg, który błyskawicznie pobudza krążenie, poprawia napięcie skóry i daje poczucie niezwykłej gładkości.
- Świadoma rutyna pielęgnacyjna: Wyznaczenie konkretnych dni w tygodniu na maseczki, wcierki i głębsze odżywianie cery sprawiło, że codzienne lustro przestaje być źródłem frustracji, a staje się przestrzenią dbania o siebie. To komfort psychiczny – nawet wychodząc bez makijażu, towarzyszy nam pewność, że skóra jest zaopiekowana.
- Nawodnienie bez liczenia: Picie wody weszło w tak naturalny etos dnia, że aplikacje przypominające stały się całkowicie zbędne. Rytuał porannej wody z cytryną, kurkumą i imbirem z kolei idealnie wpisuje się w budowanie odporności przed zbliżającym się sezonem jesienno-przeziębieniowym.
- Zielone koktajle i kolagen: Dawka antyoksydantów dostarczana w płynnej formie oraz suplementacja kolagenem wyraźnie zaprocentowały lepszą kondycją skóry i zastrzykiem witalności.
- Sprytny system suplementacji: Wprowadzenie podzielonego na pory dnia pudełeczka na leki i suplementy (witamina D, Omega i inne podstawy) ukróciło chaos. Rozłożenie dawek na śniadanie, obiad i kolację ułatwia regularność i pozwala zabrać niezbędny zestaw ze sobą w podróż.
Słuchanie własnego organizmu: Dieta i jelita
Jednym z najważniejszych odkryć tego miesiąca była uważność na sygnały wysyłane przez układ pokarmowy. Przy skłonnościach do zespołu jelita drażliwego (IBS) organizm bardzo szybko wystawia rachunek za niedozwolone produkty. Obserwacja własnego ciała – eliminowanie tego, co wywołuje wzdęcia, ciężkość, ospałość czy gazy – przyniosła ogromną ulgę.
Proste, nieskomplikowane posiłki przygotowywane na szybko okazały się kluczem do sukcesu. Choć waga drastycznie nie spadła, zmiana sylwetki, mniejsza opuchlizna i przypływ czystej energii udowodniły, że jakość tego, co ląduje na talerzu, ma fundamentalne znaczenie.
Aktywność fizyczna i ruch jako radość, a nie przymus
Podejście do ruchu uległo weryfikacji w starciu z rzeczywistością. Choć poranne bieganie o godzinie 5:00 dawało fantastyczny zastrzyk energii, perspektywa jesiennych, ciemnych poranków szybko zweryfikowała te plany.
- Pilates i hantle: Programy treningowe (m.in. sprawdzone zestawy od Eleni Fit trwające 30-40 minut) stały się idealnym kompromisem. Pozwalają elastycznie wygospodarować chwilę w ciągu dnia na pracę nad elastycznością i masą mięśniową.
- Spacery i elastyczność: Regularne spacery oraz zaplanowany powrót do regularnych treningów (oraz planowane od października lub listopada wizyty na siłowni) pokazują, że ruch ma wspierać dobre samopoczucie, a nie być źródłem stresu.
Co jest do poprawy? Higiena snu i wieczorny ekran
Nie wszystko poszło zgodnie z pierwotnym planem. Największym wyzwaniem, z którym nadal przychodzi się mierzyć, jest wieczorne scrollowanie telefonu.
Choć początkowo udawało się wracać do lektury książki Agnieszki Maciąg o perimenopauzie, cisza nocna i święty spokój po całym dniu sprzyjają uleganiu pokusie zajrzenia w ekran. Plan naprawczy na kolejny miesiąc zakłada sprytne przemieszczenie tego nawyku: czas w komunikacji miejskiej w drodze do pracy zostanie w pełni poświęcony na przeglądanie telefonu, natomiast wieczory po spacerze z psem mają upłynąć pod znakiem wyciszenia, książki i ciepłej herbaty.
Kropka nad „i”: Naładowane baterie
Najpiękniejszym akcentem minionego miesiąca – stojącym w opozycji do jakichkolwiek restrykcji dietetycznych – był spontaniczny, trzydniowy wyjazd nad morze całą rodziną wraz z czworonożnym pupilem. Kontakt z szumem fal, bezcenny widok i chwile całkowitego oddechu pozwoliły naładować baterie na nadchodzący, bardziej wymagający okres.
Kochane kobietki, perimenopauza wcale nie musi być straszna! Przekonałam się o tym przez ostatnie 30 dni, skupiając się na kilku prostych rzeczach: nawodnieniu, dobrej diecie, ruchu, pielęgnacji i mądrej suplementacji. Te codzienne, małe kroki naprawdę potrafią zdziałać cuda i pomagają okiełznać nieprzyjemne objawy.
Ale wiecie co było najważniejsze? Zrozumienie, że nie musimy być perfekcyjne.
Codziennie ogarniamy milion spraw – pracę, dom, obowiązki, spotkania, tysiąc tematów na głowie. Czasami po prostu musimy sobie odpuścić. Przestać gonić za ideałem, bo perfekcjonizm w niczym nam nie pomaga.
Zamiast tego spróbujmy podarować sobie odrobinę czułości:
✨ Poświęćmy czas na wieczorny, spokojny rytuał z kremem.
✨ Spójrzmy sobie w oczy w lustrze i powiedzmy coś miłego.
✨ Wprowadźmy prostą praktykę wdzięczności – podziękujmy sobie rano za nowy dzień, a wieczorem za to, że po prostu daliśmy radę.
Zdrowie i zaopiekowanie się sobą to jedyna inwestycja, której nikt nam nie odbierze za żadne pieniądze. Odpuśćmy to, co zbędne, i spójrzmy wreszcie na siebie z życzliwością.
Letni rozdział został zamknięty, a jesień wita nas z nową energią. Przed nami kolejny etap: powrót do pracy, układanie nowego rytmu tygodnia, dzielenie się prostymi, sprawdzonymi przepisami oraz pogłębianie wiedzy na temat perimenopauzy, by przechodzić przez nią świadomie, zdrowo i w pełnym komforcie.
Pod tym linkiem znajduje się film na YT gdzie można mnie zobaczyć i bliżej poznać. Zapraszam :)
https://youtu.be/vDLRdX-JMeA?si=u9GxhG5P4P5F5kyP