Dzień nr 3

Kryzys czekoladowy, zaćmienie słońca i celebracja małych chwil 🍫✨

Trzeci dzień wyzwania za mną i muszę być z Wami szczera – nie byłoby to wyzwanie, gdyby nie mały kryzys. Ale zacznijmy od początku!

Poranny power

Mimo że budzik dzwonił wcześnie, wstałam z konkretnym planem. Poranne bieganie zaliczone, a do tego dorzuciłam solidny trening z hantlami. Czułam się świetnie, aż do momentu, w którym... zjadłam tabliczkę białej czekolady. Podebraną dziecku! Dodam, że osobiście za białą czekoladą nie przepadam, ale w kryzysowej sytuacji "musiało się wydarzyć".

Czy żałuję? Dzisiaj już nie. Wiem, że w perimenopauzie hormony płatają figle, a zachcianki potrafią być silniejsze od rozsądku. Czekolada poprawiła mi humor i pozwoliła przetrwać resztę dnia. To była lekcja – nie biczuję się, po prostu wyciągam wnioski.

Menu dnia

Nie samą czekoladą człowiek żyje! Dziś w kuchni działy się cuda:

  • Śniadanie: Placki serowe z płynną gorzką czekoladą w środku, masą krówkową i porzeczkami. Totalne rozpieszczenie podniebienia.

  • Obiad: Bakłażan w stylu włoskim z zapiekaną mozzarellą. Lekki, sycący i genialny w smaku.

  • Kolacja: "Piknikowa" kanapka i jogurt, zjedzone w wyjątkowych okolicznościach.

Podniebne wydarzenie

Wieczór zdominowało zaćmienie słońca. Zabranie Leosia na Stawy Jana było najlepszą decyzją dnia. Siedząc na kocyku, obserwując to niezwykłe zjawisko w otoczeniu tylu ludzi, poczułam się jak dziecko. Wróciłam do domu z niesamowitą, pozytywną energią.

Dni takie jak ten przypominają mi, jakim przywilejem jest posiadanie czasu, by spędzić go dokładnie tak, jak się chce. Zastanawiam się, jak będzie, gdy wrócę do pracy, ale wiem jedno – wiele z tych nawyków (zdrowe jedzenie, spacery, czas dla siebie) ze mną zostanie.

Na koniec dnia, po powrocie ze spaceru, nie odpuściłam pielęgnacji. Peeling buzi, maseczka i w cudownym nastroju odpłynęłam w spokojny sen.

Do jutra! Wasza Ania

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.