Dzień nr 2
Ból mięśni, zwątpienie i… mistrzowska sałatka!
Dzień drugi mojej 30-dniowej metamorfozy zaczął się od brutalnego zderzenia z rzeczywistością. Budzik zadzwonił o 5:30 i… utknęłam. Bolało mnie wszystko i wszędzie! Pierwsza myśl? "Dzień regeneracji". Leżałam jeszcze kilka minut, zastanawiając się, czy po prostu nie odpuścić.
Ile razy można próbować zacząć od nowa? Wiele. Ale ile razy można w końcu dokończyć to, co się zaczęło? Właśnie teraz jest ten czas. Nie poddaję się na starcie!
Poranny ratunek
Po wypiciu kawy i pysznym śniadaniu świat od razu nabrał lepszych barw. Postawiłam na owsiankę w wydaniu "na bogato": z pomarańczami i – dla odrobiny szaleństwa – kilkoma chrupkami Oreo. Dodało mi to tyle energii, że przetrwałam bez podjadania aż do obiadu.
Lekki obiad i czas dla siebie
Na obiad wybrałam coś skromniejszego, ale bardzo sycącego objętościowo: rybę z fasolką szparagową i gotowym chłodnikiem z ogórka.
Popołudnie to była czysta przyjemność. Wybrałam się z Leosiem na nasze ukochane Stawy Jana. Pogoda była idealna – chłodno, rześko, ale słonecznie. Taki spacer to najlepszy "reset" dla głowy. Miałam też chwilę na poczytanie i spokojny przegląd dnia.
Kolacja, która skradła moje serce
Wieczorem wjechało danie, które kompletnie rozwaliło moje kubki smakowe: sałatka z grillowanym serem halloumi. Dołożyłam do niej garść jeżyn – to był strzał w dziesiątkę! Te ciemne owoce są pełne antyoksydantów, a ich słodko-cierpki smak idealnie przełamał słony ser. Przepis wrzucę Wam na stronę lada chwila, póki sezon na jeżyny jeszcze trwa!
Dzień drugi zaliczam do udanych, choć był trudniejszy niż pierwszy. Jutro planuję powrót do biegania – trzymajcie kciuki, żebym wstała z łóżka!
Do zobaczenia jutro!
Dodaj komentarz
Komentarze