Dzień nr 16


Witajcie moi drodzy czytelnicy i obserwatorzy! Dzień 16 za nami, wtoreczek minął. Czas na tradycyjną relację z mojego wyzwania.

Leniuszek został pokonany po raz czwarty z rzędu! Dzień rozpoczęłam od porannego biegania już o 5:30. Fantastycznie było zobaczyć tak puste i spokojne ulice na zewnątrz. Dodatkowo w ciągu dnia zrobiłam drugi trening – nieco spokojniejszy, bez hantelków, w klimacie pilatesu, który jednak potrafił dać w kość. W efekcie na moim liczniku wylądowało ponad 24 000 kroków! To zasługa nie tylko treningów, ale też mnóstwa chodzenia.

Między zakupami a nowymi wyzwaniami
W ciągu dnia wybrałam się z córką na zakupy szkolne. Zawsze to uwielbiałam – ten specyficzny klimat i chodzenie między alejkami pełnymi zeszytów i kolorowych przyborów potrafiło mnie niesamowicie kręcić. Mimo że jestem dorosła, zawsze sprawiało mi to radość, choć tym razem pojawiło się też trochę nostalgii i smutku. Moje dziecko idzie do czwartej klasy liceum, co oznacza, że to prawdopodobnie ostatnie takie zakupy szkolne, na które razem wybieramy się w tej roli. Refleksja nad tym, jak szybko minął ten czas, była nieunikniona.

Udało mi się też pomyśleć o sobie i kupić kilka drobiazgów biurowych przed rozpoczęciem nowej pracy. Myślę, że na pewno mi się przydadzą i będą miłym akcentem na start.

Kulinarny bilans dnia
Śniadanie: Powtórzyłam hit z niedzieli – fantastyczne racuchy ze śliwkami. Dołożyłam do nich jeszcze połówkę jabłkóweczki z lodówki, a całość dopełniła niezawodna polewa z waniliowego skyru i odżywki białkowej. Prawdziwe mistrzostwo świata i przepyszny początek dnia!
Obiad: Ponieważ przed południem miałyśmy mnóstwo biegania, obiad musiał być ekspresowy. Dowodzi to jednak, że czasami można zjeść coś szybkiego, co – choć może nie w stu procentach super zdrowe – daje pełną satysfakcję. Na talerzu wylądowała spora porcja fasolki szparagowej i paluszki rybne, a do tego wypiłam szklankę soku pomidorowego. Było smacznie, nasycająco i w sam raz na szybki reset.
Kolacja nad wodą: To była najciekawsza historia tego dnia! Ponieważ w ciągu dnia nie było czasu na dłuższy spacer, postanowiłam wybrać się wieczorem nad Stawy Jana, kiedy zrobiło się chłodniej i przyjemniej. Zapakowałam szybką kolację – tortillę z wędliną drobiową, serem, pomidorem i ogórkiem – i zjadłam ją bezpośrednio nad brzegiem jeziora. Wieczorne Stawy Jana tętniły życiem: mnóstwo ludzi spacerowało, biegało i grało w piłkę. Wyjątkowo dobrze mnie to nastroiło.
Podsumowanie i spojrzenie w przód
Wróciłam do domu tak podbudowana i pełna energii, że zupełnie nie czułam całodziennego zmęczenia. Zdołałam jeszcze chwilę poczytać, zanim totalnie odcięło mi prąd.

Z racji wczorajszego szaleństwa i dzisiejszych planów na mieście (czeka mnie bieganie po urzędach), dzisiejszy dzień upływa pod znakiem zasłużonej regeneracji. To jednak nie zmienia faktu, że o kroki będziemy walczyć dalej!

Dziękuję Wam bardzo za dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie i do zaczytania!

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.