Dzień nr 21
Ostatnia prosta, handlowa niedziela i mały diabełek w akcji
Trzeci tydzień za nami, co oznacza, że powoli, ale nieubłaganie zbliżamy się do końca naszego wspólnego wyzwania. Zaczynam się zastanawiać, jak to wszystko wyjdzie w podsumowaniu, ile tak naprawdę nawyków udało mi się realnie wdrożyć w codzienne życie i co ze mną zostanie na stałe. Ale na ostateczne rachunki sumienia mamy jeszcze cały nadchodzący tydzień – teraz skupmy się na tym, co tu i teraz.
Niedziela w zupełnie innym rytmie
Dzisiejsza niedziela była wyjątkowo inna niż wszystkie dotychczasowe. Zamiast totalnego spokoju, ciszy i podrręcznikowego odcięcia się od świata, dostaliśmy dzień pełen dynamiki. Może to zasługa tego, że była to niedziela handlowa? Wokół panował zupełnie inny ruch, a z samego rana dało się słyszeć gwar, jakiego w dni wolne zazwyczaj nie uświadczymy.
Około południa sama uległam tej atmosferze i wyszłam z domu – czegoś mi zabrakło, a pokusa otwartych sklepów okazała się silniejsza, niż planowałam. Choć muszę to przyznać z pełnym przekonaniem: prywatnie jestem absolutną zwolenniczką zakazu handlu w niedzielę. Wierzę, że chwila oddechu dla handlu dobrze wpływa na nas wszystkich.
Kulinarny plan dnia
Niedzielny jadłospis utrzymał jednak świetny, zdrowy rytm:
- Śniadanie: Standardowy, niezawodny klasyk – grzanki z awokado i jajkiem sadzonym.
- Obiad: Rybny akcent tygodnia, czyli pyszny łosoś podany w akompaniamencie fasolki szparagowej i tradycyjnej mizerii.
- Kolacja: Szybkie, lekkie i ulubione kanapki caprese, które pojawiają się u mnie cyklicznie, bo po prostu nigdy mi się nie nudzą.
Domowy huragan imieniem Leoś
Poza kuchnią działo się naprawdę sporo. Mój mały piesek, Leoś, przeszedł samego siebie – przez cały dzień zachowywał się jak prawdziwy diabełek wcielony! Mnóstwo zabawy, szarpania zabawek i ciągłego dostarczania mi wrażeń pod kątem sprzątania całego mieszkania.
Muszę go jednak mocno pochwalić. Dzięki temu, że od małego miał mnóstwo zabawek przeznaczonych do gryzienia i niszczenia na swój własny sposób, nie zniszczył w mieszkaniu absolutnie nic. Słysząc, jak różnie bywa z innymi zwierzakami, tym bardziej doceniam mojego przekohanego malucha.
Balans, ruch i chwila dla siebie
Mimo domowego zamieszkania udało się wygospodarować popołudnie na cotygodniową, rutynową pielęgnację. Licznik kroków również nie ucierpiał – popołudniu ruszyłam na świetny spacer na Stawy Jana, w fantastycznym towarzystwie moich znajomych oraz mojego męża.
Podsumowując: niedziela zdecydowanie na plus, choć zupełnie inna, niż się spodziewałam. Skoro jednak los tak chciał, trzeba było ten dzień przeżyć na pełnych obrotach.
Co przed nami?
Zaczynamy jutro poniedziałek – ostatni tydzień całego wyzwania. Zapowiada się on niezwykle zwariowanie, głównie przez to, że równolegle szykujemy się do wyjazdu nad morze na nadchodzący weekend. Będzie się działo!
A jak Wam minęła dzisiejsza niedziela? Dajcie znać w komentarzach!
Dodaj komentarz
Komentarze