Dzień nr 6
Sobotnie porządki, perimenopauza i… legalna drzemka w środku dnia
Witajcie w piękny sobotni poranek! Z jednej strony święto, z drugiej sobota. I tu pojawia się odwieczny dylemat: świętować i nie robić nic, czy jak co sobotę wziąć się za porządki?
No jak myślicie, co Anka w menopauzie zrobiła? Oczywiście zabrała się za sprzątanie! W końcu to najlepsza forma cardio w sobotnie przedpołudnie. Machanie odkurzaczem, ścieranie kurzy i szorowanie spala mnóstwo kalorii. Wartość dodana idealna, a nagroda? Spędzenie popołudnia w cudownie czystym, pachnącym mieszkaniu. Dopiero wtedy poczułam prawdziwy weekendowy relaks! Leoś z kolei od rana trzymał się swojej strategii – zakopał się w kocyku i stwierdził, że nie rusza go absolutnie nic (w końcu cały dzień czekało go „pomaganie” pani).
Sobotni self-care i śniadaniowy hit
Sobota rano to u mnie święty czas na dłuższą pielęgnację: porządny peeling, obowiązkowa maska na włosy i chwila dla siebie. Kiedy wszystko lśniło, wjechało moje ulubione weekendowe śniadanie: grzanki z awokado i jajkiem z płynącym żółtkiem, lekko posypane parmezanem dla podbicia białka.
W ciągu dnia wzmocniłam się też potężną dawką witamin – zielonym koktajlem ze szpinakiem, natką pietruszki, młodym jęczmieniem, kolagenem, kreatyną i... zakwasem z buraków. Choć przy zespole jelita drażliwego burak bywa ryzykowny, to przy walce z niską ferrytyną i żelazem jest absolutnym skarbem. Odrobina raz na jakiś czas zdecydowanie robi robotę!
A na obiad? Szybka klasyka w odchudzonej wersji: domowe kotlety mielone z chudego fileta z indyka (dużo białka, minimum tłuszczu) i naprawdę symboliczna porcja frytek.
Kiedy organizm mówi: „zwolnij”
Po obiedzie stało się coś, co kiedyś było u mnie nie do pomyślenia – po prostu mnie odcięło. Drzemka w ciągu dnia? Kiedyś uważałam to za stratę czasu, ale od kilku miesięcy w okresie perimenopauzy takie rzeczy po prostu się zdarzają. Hormony robią swoje, a organizm domaga się regeneracji.
I wiecie co? Pozwoliłam sobie na to. Zmywarka nie ucieknie, obiad był zjedzony, a nasze zdrowie i samopoczucie są na pierwszym miejscu. Jeśli ciało potrzebuje 15-20 minut snu, trzeba mu to dać. Przez tę drzemkę wieczorem nie byłem już głodna, więc kolacja po prostu odpuściła.
Południowe lenistwo po intensywnym poranku to była idealna decyzja. Takie soboty też są nam bardzo potrzebne!
Pozdrawiam Was serdecznie, Wasza Ania