Dzień nr 8

Jaki poniedziałek, taki cały tydzień? (Oby nie!) 

Mówi się, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień. Jeśli to prawda, to serio zaczynam sobie współczuć! Ten dzień był tak intensywny i pełen zwrotów akcji, że sama zastanawiam się, jak to wszystko zmieściło się w dobę.

Od porannego biegu o 5:30, przez domowy trening siłowy, pyszne i odżywcze posiłki, aż po wieczorne, deszczowe katastrofy – oto mój dzień ósmy w pigułce.

1. Ruch, energia i perimenopauza

Dzień zacząłem już o 5:30 rano – pobiegane, ciałko wyszczotkowane i wytrenowane. Ponieważ jestem w okresie perimenopauzy, doskonale wiem, jak ważna jest troska o mięśnie. Nie musisz od razu zapisywać się na drogi klub fitness. Ja ćwiczę w domu: kupiłam dwukilowe hantle i wykorzystuję każdą wolną chwilę na 30–40 minut treningu. Kluczem nie jest długość, a systematyczność. Ruszajmy te mięśnie!

2. Kulinarny balans: od owsianki po łososia

Moje menu tego dnia to dowód na to, że zdrowa dieta może być pyszna, sycąca i wcale nie musi być nudna:

  • Śniadanie: Przepyszna, mega kremowa pieczona owsianka czekoladowa z dodatkiem skyru. Czysta poezja!

  • Obiad: Makaron tagliatelle z sosem curry, kurczakiem i zielonym groszkiem (który zalegał w zamrażarce i sprawdził się idealnie). Tak, biały makaron też można od czasu do czasu zjeść!

  • Kolacja: Kanapki z fantastycznego fińskiego pieczywa z Lidla (ma świetny skład i makro!), podane z awokado i łososiem. Pamiętajcie o zdrowych tłuszczach – tłuste ryby morskie powinny lądować na naszym talerzu co najmniej dwa razy w tygodniu, by dostarczać cennych kwasów omega.

3. Deszczowe apogeum, czyli komedia pomyłek

Wieczór przyniósł punkt kulminacyjny... i to dosłownie w strugach deszczu. Mokłam w sumie dwa razy, a spacer z psem? Cóż, praktycznie się nie odbył. Leoś – mimo że ubrał swój przeciwdeszczowy płaszcz – stanowczo odmówił wyjścia z klatki. Po prostu "nie" i koniec.

A jak wracałam sama, to w pośpiechu i strugach deszczu tak pomyliłam kod do furtki, że zablokowałam cały domofon w domu! Nocne dzwonienie do sąsiadów i proszenie o wpuszczenie do środka było delikatnie mówiąc... uciążliwe.

Przemoknięta, zziębnięta i nieco zmęczona kładę się spać z nadzieją, że wtorek będzie jednak odrobinę bardziej łaskawy.

A jak u Was minął początek tygodnia? Czy pogoda też Was tak potraktowała, czy poniedziałek okazał się łagodniejszy? Dajcie znać w komentarzach!

Do zaczytania, Ania