Dzień nr 11
Poranne wyzwania, domowy pilates i pyszny, bezmięsny dzień!
O witajcie, moi drodzy czytelnicy i obserwatorzy! W dniu 11 poranek nie należał do najpiękniejszych – strasznie padało. Wstałam z nadzieją, że pójdę biegać, a budzik zadzwonił równo o 5:00. Ulewa była jednak tak niemiłosierna, że pomyślałam: nie, rozumiem wszystko, ale nie w takim deszczu. Gdyby to był kapuśniaczek czy mżawka, pewnie bym poszła.
O dziwo, godzinę później zrobiło się pięknie i ładnie, ale mokro pod nogami jeszcze trochę mnie odstraszało. Stwierdziłam jednak, że nie zmarnuję tego dnia całkowicie i zrobiłam fantastyczny trening w domu. Wybrałam pilates z Eleni Fit – taki naprawdę ciągnący po mięśniach! Te treningi nie są przesadnie długie ani mega wyczerpujące, ale Eleni potrafi tak poprowadzić ruchy, że czuć całe ciało od środka. Bardzo lubię też pilates z hantlami. Dodatkowo wielkim plusem jest brak sztucznego gadania – leci przyjemna muzyka, dzięki której ćwiczenia płyną same. Oczywiście dzielnie towarzyszył mi Leoś! Początkowo bał się rozkładanej maty, potem próbował ją podgryzać i drapać, a teraz to jego miejsce relaksu. Kiedy robię ćwiczenia leżące, jest cały szczęśliwy, bo może przyjść się przytulić albo zasypać mnie buziakami. Ćwiczenia z pieskiem to świetna sprawa na rozładowanie emocji!
Nowy artykuł o perimenopauzie
Najważniejszym punktem dzisiejszego dnia było dla mnie wstawienie na stronę artykułu, nad którym tak długo pracowałam – a dotyczy on perimenopauzy. Ale z takiego praktycznego punktu widzenia: nie jestem lekarzem, więc nie rzucam tutaj trudnymi hasłami medycznymi, bo nie o to chodzi. Chodzi o to, by tekst był zrozumiały. Jest on oparty na moich własnych doświadczeniach, ciekawostkach i poszukiwaniach, i bardzo chciałbym, żebyście też z niego korzystały tak, jak ja z nich korzystam. Zapraszam Was serdecznie do lektury i komentowania!
Kulinarna strona dnia: Inspiracje i pyszny bilans
Śniadanie: Pieczona owsianka z jeżynami (pamiętajcie, ciemne owoce to mnóstwo antyoksydantów, jedzmy ich jak najwięcej!). Prawdziwym mistrzostwem świata okazała się otarta skórka z limonki dodana do ciasta – mały detal, a sprawił, że zwykła owsianka zyskała zupełnie nowy, niesamowity wymiar.
Obiad: Bardzo sezonowy! Pyszna, praktycznie ekologiczna cukinia z ogródków rodzinnych mojej kochanej teściowej. Zrobiłam z niej placki z cukinii z dodatkiem fety i sosem czosnkowym – mistrzostwo świata, jak zawsze.
Kolacja: Już od dłuższego czasu chodziła za mną pasta jajeczna, którą często robię mężowi do pracy, a o sobie zapominam. Wieczorem zjadłam więc pyszne kanapeczki z pastą jajeczną, świeżym ogóreczkiem na świetnym pieczywie.
Patrząc teraz na ten jadłospis, zdałam sobie sprawę, że wyszedł mi całkowicie bezmięsny dzień – i to bez żadnego planowania! Okazuje się, że można jeść bezmięsnie w pełni świadomie, nie rezygnując z pysznego smaku i dostarczając odpowiednią ilość białka. Rozkład makroskładników wyszedł naprawdę rewelacyjnie.
Plany na jutro
Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień! Oczywiście nastawiam się na poranny trening biegowy, choć mam świadomość, że kiedy wstaję o 5:00 i widzę ciemność za oknem, mój nienasycony leniuszek zaczyna szeptać: Zostań, nie wychodź, nie marznij. Trzeba zacząć na niego uważać i troszkę częściej stawiać go do pionu, żeby się zbytnio nie rozleniwił.
Zobaczymy, co z tego wyjdzie! Pozdrawiam Was najcieplej i do zobaczenia!
Dodaj komentarz
Komentarze