Dzień nr 13
Sobotni power, cynie i zdrowy rozsądek – jak małe gesty odmieniają dzień.
No witajcie moi drodzy! Sobota za nami, więc czas krótko podsumować to, co się dzisiaj działo i co dobrego zrobiłam dla siebie.
Poranek z leniuszkiem i wygrana walka
Ku mojemu zaskoczeniu pokonałam tego wstrętnego leniuszka, który obudził się rano. Stwierdziłam, że skoro od rana tak lało, to na pewno nie pójdę biegać w taką ulewę. Zrobiłam sobie kawę – tak jak zawsze w sobotni poranek – i zajęłam się pielęgnacją. Sobota to w końcu taki moment, kiedy od rana mam trochę więcej czasu.
No ale kiedy kończyłam pić kawę, zaczęło się przecierać słońce. Spontanicznie wskoczyłam w buty i poszłam biegać! Zrobiłam 2 km. Pomimo że na chodnikach nie było najprzyjemniej, bo woda pryskana zewsząd dawała o sobie znać, to i tak było rewelacyjnie. Misiek spał – zresztą widać na zdjęciu, jak bardzo nie chciało mu się wychodzić: owinięty w kocyk smacznie drzemał. Poleciałam więc sama i absolutnie nie żałuję tej decyzji. Wiedząc, jak dużo zadań mnie czeka, taki poranny power bardzo się przydał.
Po powrocie zjadłam fantastyczne śniadanie: racuchy ze śliwką. Ostatnio każde śniadanie jest lepsze od poprzedniego, a propozycji na przyszły tydzień mam tyle, że kompletnie nie wiem, na co się zdecydować. Śniadanie weszło idealnie z dodatkiem skyru, żeby białko trzymało mnie sytą, bo do południa miałam być bardzo aktywna i biegać po sklepach – ta energia była mi niezwykle potrzebna.
Zrobiłam też coś, z czego rezygnowałam od kilku dni – umalowałam się. Niemalowanie się wychodzi mi całkiem w porządku, ale kiedy po pięciu dniach w końcu się pomalowałam i wiedziałam, że idę do ludzi, pomyślałam: Wow, ale super! Fantastycznie się ze sobą poczułam i już wiedziałam, że to będzie bardzo dobry dzień.
Spontaniczne odkrycia i uważność na detale
Wybrałam się do portu w Łodzi, gdzie miałam do odebrania reklamację aparatu, przy okazji zaglądając do kilku sklepów. Kupiłam kilka drobiazgów kosmetycznych – na łażenie po ciuchach nie miałam czasu, więc wybrałam rzeczy, które wykorzystam do niedzielnej pielęgnacji, w tym wyczekiwaną nową maseczkę z Bielendy.
To, co najciekawiej spotkało mnie podczas biegu, wydarzyło się w szaroburych, poddeszczowych klimatach. Natrafiłam na wejście do posesji, przy której rosły słoneczniki oraz zapomniane kwiaty, które moja babcia hodowała na wsi w ogródku – przepiękne cynie w mnóstwie różnych kolorów. To idealny przykład na to, jak ważne jest patrzenie na to, co nas otacza. Taki mały, piękny gest uprzyjemnił mi dzień i wywołał wspaniałe emocje. Rozglądajcie się i patrzcie wokół siebie, bo czasami najmniejszy drobiazg może zrobić wam cały dzień!
Zdrowy rozsądek w kuchni i popołudniowy balans
Po powrocie od razu wyskoczyłam na spacer z Leośkiem i na szybko zrobiłam obiad – szarpane bocznaki wrzuciłam do pity, która została mi z ubiegłego tygodnia. Po drodze kusiło mnie kupienie czegoś gotowego, bo byłam już dość głodna i nie miała czasu na gotowanie. Zdrowy rozsądek jednak wziął górę: stwierdziłam, że głód nie może być wymówką do kupowania rzeczy na spontanie, bo w takim stanie człowiek bierze o wiele więcej, niż jest w stanie zjeść. Choć zdarza mi się kupować gotowe jedzenie, to wolę, żeby nie odbywało się to pod wpływem emocji.
Popołudnie upłynęło pod znakiem „legalnej drzemki” – po robieniu różnych rzeczy z mężem, w pewnym momencie po prostu mnie odcięło. Córka poszła do pracy, więc krótki odpoczynek idealnie wypadł, zwłaszcza że na kolację planowałam robić pizzę, a pełen relaks pomógł we wspaniałym przyjęciu posiłku.
Dzień był bardzo intensywny, ale niezwykle wiosenny i cieszę się z każdej spędzonej chwili. Pozdrawiam was serdecznie i do zaczytania!
Dodaj komentarz
Komentarze